głowa spoczywała przy głowie mężczyzny, jego ciało dawało jej

- No tak - odparł strapiony policjant.

Diaz zrobił kanapki. Milla zjadła, a potem włożyła spodnie i
czekając.
an43
wyciągający miecz podczas ceremonii pasowania najlepszego rycerza. - Zwalniam cię. Nie jesteś mi nic winna. - Chcesz, żebym odeszła? - Nie, Cassidy. Tak naprawdę, to nie obchodzi mnie, co zrobisz. - Zachwiał się lekko, więc zrobiła krok w jego stronę i wyciągnęła rękę, ale on odskoczył od niej tak szybko, że się potknął i wylądował na ścianie. - Nie dotykaj mnie, Cassidy. - Jego głos był o oktawę niższy. - Nie wyświadczaj mi żadnych przysług, nie próbuj skakać nade mną jak kochająca, oddana żona i, na miłość boską, nie dotykaj mnie. Kule z trzaskiem uderzyły o podłogę. Cassidy podskoczyła. Chase chwycił się oparcia kanapy. Zgięty wpół, wspierając się na zdrowym ramieniu, powoli przysunął się do Cassidy. Stał tak blisko, że czuła jego oddech pachnący alkoholem. Wbił w nią wzrok, aż zaschło jej w gardle. Może jej się tylko wydawało, ale miała wrażenie, że w jego oczach widzi płomień namiętności, dawnego ognia, który był między nimi. - Ustalmy jedną rzecz, żono - powiedział chrapliwym, niskim szeptem. - Pożar niczego nie zmienił. Nie kochasz mnie, a ja nie kocham ciebie, więc będziemy tkwili w tym zakłamanym małżeństwie, dopóki nie stanę na nogi. Potem sprzedam moją część udziałów za cenę, jaką podyktuję. I wtedy rozejdziemy się na zawsze. Jasne? Odsunął się od niej, podniósł kule, włożył w nie ręce i walnął nimi ze złością o podłogę. Cassidy zacisnęła pięści. Jej serce wypełniły złość i rozpacz, ale wiedziała, że Chase ma rację. Już postanowili, że się rozwiodą. Pożar skomplikował im życie i nieco opóźni rozwód. Była jednak zaskoczona tym, że mąż chce sprzedać swoją część udziałów. Przez lata praca była dla niego wszystkim. Interesowały go jedynie budynki, własności i aktywa spółki Buchanana. - Słuchaj, Chase. Powinieneś o czymś wiedzieć... Pewnie powinnam ci była powiedzieć o tym w szpitalu, ale nie chciałam cię denerwować. Zobaczyła, że pod koszulą rękawa napięły mu się mięśnie. Nie odwrócił się do niej. - Masz kochanka. - W jego głosie słychać było ton porażki. - Kochanka? - Gdyby sytuacja nie była tak tragiczna, roześmiałaby się w głos. Z wysiłkiem rozluźniła dłonie i złożyła ręce. - Nigdy nie miałam nikogo poza tobą. - Kłamiesz. - Od kiedy się pobraliśmy, nie. - Nie dawała za wygraną. Przechodzili już przez to tysiące razy. - Możesz mi wierzyć albo nie, ale w tej chwili to naprawdę nie ma znaczenia. Chyba powinieneś wiedzieć, że twoja matka opowiedziała mi o Buddym. - O Buddym? - Tak, o twoim bracie. Przyrodnim bracie. Po części twoim, po części moim. - O czym ty, do diabła, mówisz? - Odwrócił się o kulach. Wyszły mu żyły na szyi. Wpatrywał się w nią z taką wrogością, że się cofnęła. - Buddy - Willie jest synem mojego ojca. Tata i Sunny przez lata mieli romans. - Kłamiesz! - Sunny powiedziała, że ty o tym wiesz, bo kiedyś przyłapałeś ich razem. - Nie... nie pamiętam. Nie mogę w to uwierzyć... - Buddy żyje, Chase. To dlatego twój ojciec wyjechał z miasta. Nie dlatego, że Brig nie był jego synem. Zesztywniał. - Znam plotki, słyszałam, co się mówiło przez lata w mieście. - Było minęło - warknął. Zacisnął palce na kulach. - Jezu, nie mogę Mierzyć w to, co mówisz. Do cholery, insynuujesz kazirodztwo. - Spytaj Sunny. Spytaj Reksa. To prawda, Chase. Po co miałabym kłamać? - Bóg jeden wie. - W jego głosie nie było słychać nawet odrobiny żalu. - Jesteś niemożliwy. - Staram się, jak mogę. - Buddy jest twoim bratem! - I twoim. - Tak. Mimo drutów w szczęce, zacisnął zęby. Świdrował ją na wylot pełnym nienawiści okiem. Powietrze świsnęło mu między zębami. - Dlaczego mam ci wierzyć? Rozłożyła ręce. - A po co miałabym to wymyślać? - Nie wiem. - Na jego twarzy malowały się emocje, których nie potrafiła nazwać. Zamknął na chwilę oko i nagle wydał jej się niebezpieczny i obcy. - To prawda, Chase. Naprawdę ci się wydaje, że to bez sensu? Przecież sam mi powiedziałeś, że Buddy prawdopodobnie żyje w jakimś zakładzie. Zawsze się zastanawiałeś, co się z nim dzieje. A tacie tak zależało, żeby u nas pracował... - Gdzie on jest? - spytał po cichu. Zmrużył podejrzliwie oko. - Gdzie?
Oboje są pod obserwacją, bo mogą próbować uciekać z kraju. Jeżeli
Diaz milczał, łagodnie głaszcząc ją po plecach. Milla czuła jego
niż w innych częściach Meksyku, co było poniekąd zrozumiałe,
https://fashionistki/celia-jaunat-instagram-kim-jest/ - Nie wiem. Nie wiem - jęczała Roberta, kołysząc się na krześle i
nie wisiała żadna Miss Sierpnia, więc Milla założyła, że to jeden z
- Tak. Dobrze - odpowiedziała krótko na wszystkie polecenia.
głębi. A potem pochylił się nad stolikiem, ujął dłonią podbródek Milli,
dzwonisz z domu? Wyświetla mi się inny numer.
38
płaszcz z wielbłądziej wełny Pooglądała jeszcze trochę telewizję i oto
Najnowsze wiadomości dotyczące pandemii koronawirus w Polsce - sprawdź bieżącą sytuację w kraju.

niezmiernie zdumieni, wytrąceni z

- Coś mi się obiło o uszy - zaśmiała się Pia.
dotychczasowe wyobrażenia okazały się
wszystkich. Wystarczy umyć tylko te, na których
- Nie mogę. - Jej oczy pociemniały, a z twarzy trudno
Długi spacer dobrze jej zrobił. Odprężyła się
ochrona danych osobowych audyt - Świetnie. - Tym razem Kit zdążył się uchylić. -
strzał.
ucha, i lady Drewsbury.
korzeniami. Stokrotki i margerytki, a także kilka dziwnych
objął go za nogę.
need 1000 loan no credit check pomyślała Barbara z mściwą satysfakcją. Pragnienie, by
się o was obawiam. Ktoś mnie ostatnio prześladuje i boję się,
- Oczywiście. A jeszcze lepiej, gdybyśmy przekonali
- Dobrze, Federico - zgodziła się Pia, choć nadal nie potrafiła
- Oczywiście. Przecież jesteś moim mężem, Sinclairze
https://fashionistki/deynn-instagram-prawdziwa-krolowa-internetu/

©2019 www.curiosa.ta-sklad.wegrow.pl - Split Template by One Page Love